Dołująca branża
Budownictwo traci ponad 20% rok do roku – ogłosił w poniedziałek GUS, a to tylko dane za sierpień. Lepiej jest w budownictwie mieszkaniowym – do sierpnia notujemy wzrosty ok. 10% we wszystkich działach klasyfikacji. Spadki produkcji to efekt zatrzymania inwestycji publicznych. Czy sytuacja jest poważna? Owszem, jest.

Te dane nie mogą dziwić, skoro w 2015 roku ponad połowę produkcji budowlano-montażowej w Polsce zamawia sektor publiczny. To oznacza, że zamawiający publiczni w praktyce ustalają zasady funkcjonowania rynku budowlanego i mają na niego przemożny wpływ. Wstrzymanie realizacji inwestycji publicznych (z różnych przyczyn) musi więc bezpośrednio odbić się na rynku przedsiębiorstw działających w Polsce. W zależności od dywersyfikacji portfelów zamówień firm wykonawczych różnie wiec też będzie kształtowała się ich kondycja w nadchodzących kwartałach. Nawet jeżeli zapowiadana ofensywa inwestycyjna rozpoczęłaby się nazajutrz, to rok 2016 i tak zamkniemy 25% spadkiem w budownictwie infrastrukturalnym.
Sytuacja powinna niepokoić z kilku powodów:
- Słabnąca kondycja firm budowlanych (konsekwencja: spadek notowań, zwolnienia, zatrzymanie inwestycji, ograniczenie badań i rozwoju, problemy firm podwykonawczych);
- Powtórzenie efektu „kumulacji inwestycji” ze wszystkimi jej konsekwencjami dla zamawiających/wykonawców/dostawców;
- Ryzyko utraty dofinansowania.
Nie znajdzie się chyba nikt, kto odpowiedzialnie mógłby nakreślić perspektywy wzrostu budownictwa w roku 2017, bo w tym czasie – jeśli uda się zawrzeć umowy z wykonawcami – będą oni zajęci projektowaniem tego, co mają wybudować. Ponad 80% planowanych inwestycji w infrastrukturze będą realizacjami w schemacie design and build, więc faktyczne wzrosty produkcji budowlano-montażowej będzie widać najwcześniej w 3 kw. 2018 roku.
Źródło i fot,: pzpb.com.pl