Potłuczeni
Wymienione powyżej problemy rynku budowlanego dotykają nie tylko większości firm budowlanych, ale w dużej mierze także dostawców materiałów i sprzętu budowlanego. Czy w najbliższym czasie jest szansa na poprawę tego stanu?
Na teraz nie ma powodów, żeby uznać, że będzie zasadniczo lepiej. Widać ożywienie w koncepcjach publicznych, z tym że te w minionych latach były w dużej mierze powiązane z finansowaniem unijnym. Jesteśmy w nowym horyzoncie czasowym i finansowanie unijne dopiero będzie – mówię to celowo, ponieważ na razie nie mamy finalnie uzgodnionych programów operacyjnych ani regionalnych, ani tych na poziomie krajowym. W związku z tym nie ma możliwości, aby od razu wziąć te pieniądze. W najbliższym czasie będzie to niemożliwe, ponieważ jeszcze kilka miesięcy będzie trwało uzgadnianie tych ram. Następnie trzeba rozpocząć pewne roboty, przeprowadzić i zafakturować z tych nowo dostępnych środków, aby można było powiedzieć, że sytuacja się poprawia. Nie poprawi się zresztą sama z siebie w momencie pojawienia się nowych zleceń, ale dopiero wówczas, gdy na rynku znajdzie się nowy pieniądz, a na to możemy liczyć najwcześniej pod koniec tego roku, a raczej w 2015 roku
Oznacza to, że również pod koniec roku sytuacja producentów kruszyw będzie lepsza?
Niekoniecznie. Z końcem roku ruszą drobne inwestycje samorządowe, jeśli zaś chodzi o inwestycje rządowe, które pochłoną najwięcej kruszyw – zwłaszcza program kolejowy, autostradowy i dróg ekspresowych – to tu czołowi inwestorzy publiczni wybrali w dużej mierze model Zaprojektuj-Wybuduj na najbliższy okres. Po pierwsze postępowania prowadzi się dwuetapowo (przetarg ograniczony), a obecnie jesteśmy jeszcze przed składaniem ofert, po drugie zaś i tak przez pierwszych kilka miesięcy po zawarciu umowy realizowane będą prace projektowe. Także najpierw będzie to praca dla projektantów, a nie wykonawców czy dostawców sprzętu i kruszyw. Ten front ma szansę rozkręcić się najwcześniej wiosną przyszłego roku. Dopiero wtedy możemy mówić o tym, że będzie zauważalny wzrost faktycznie wykonanych robót, ponieważ portfel zamówień faktycznie się powiększy.
Wspomniał pan, że inwestycje publiczne w minionych latach były w dużej mierze powiązane z finansowaniem unijnym. Nowa perspektywa również niesie nowe nadzieje, ale także obawy, aby nie zmarnować tych środków, tak jak w poprzedniej perspektywie.
Prawd jest jak zwykle wiele. Jeśli spojrzymy na to, ile w tym czasie w Polsce zrealizowano inwestycji, a ile realizowano wcześniej, to działo się naprawdę mnóstwo. Możemy powiedzieć, że udało się dużo i że jesteśmy relatywnie nieźle wydającym pieniądze członkiem Unii. Doskonałym przykładem są tu drogi. Zdecydowana część rządowego programu budowy dróg krajowych i autostrad, która była oczywiście zmieniana, nowelizowana i początkowo zbyt optymistyczna, w ostatecznym rozrachunku – nawet jeśli uwzględnimy dwuletnie opóźnienia – wyszła nieźle.
Natomiast nie powiódł się drugi element budowy państwa za te pieniądze, to jest budowa polskiego potencjału gospodarczego. I właśnie potencjał gospodarczy w obszarze budownictwa absolutnie nam się nie udał – branża po siedmiu latach wyszła potłuczona, w gorszej kondycji finansowej i faktycznej. Potencjał rynku nie został wzmocniony. Fakt – tak jak twierdzi GDDKiA teraz działa około 200 generalnych wykonawców drów, ale w wielu przypadkach są to spółki zagraniczne, wzmacniające potencjał rynku, z którego pochodzą i do którego eksportują pieniądze od polskiego podatnika i rządu. Natomiast przedsiębiorstwa zarejestrowane w Polsce wcale nie mają lepszej pozycji. Zatem teza, że zwiększył się potencjał rynku, jest wątpliwa. Z tego punktu widzenia zmarnowaliśmy te 7 lat i nie zbudowaliśmy tego, co mogliśmy.